Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej       

Hare Kryszna

ISKCON

uniwersalna duchowość

rozwój duchowy

bhakti-joga

joga

Bóg

religia

mantra

reinkarnacja

Kriszna

Krishna

Rama

Hare

Kryszna

hinduizm

krysznowcy

karma

Indie

Gaura

India

wyznawcy Kryszny

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny

Bhagavad-Gita

Śrimad Bhagavatam

Festiwal Indii

Woodstock

Pokojowa Wioska Kryszny

vaisnava

waisznawa

waisznawizm

wajsznawa

wajsznawizm

religie wschodu

filozofia wschodu

duchowość

astrologia wedyjska

jyotish

przepisy wegetariańskie

kuchnia wegetariańska

joga

dezinformacja ruchów katolickich

serwis

portal

astrologia wedyjska

taniec indyjski

kalendarz księżycowy

muzyka indyjska

dharma

ayurweda

ayurveda

książki Prabhupada

nama-hatta

mantry

przepisy wegetariańskie

świątynia

festiwal

sekta

sekty

 
 
 
 
 
 
 
logowanie
rejestracja
regulamin strony
 
 
 
 
   Autor: Indradyumna Swami
dodał: admin    opublikowano: 2016-09-14    przeczytano: 355
kategoria: Wykłady - Indradyumna Swami
podkategoria: Pamiętniki
 
Powrót >>>     
 
Pamiętnik - Żołnierze
 

Nasze festiwalowe programy w rejonie Sydney nadal odnosiły sukcesy. Po dwutygodniowych występach polecieliśmy do Melbourne na trzydniowy program w prestiżowym, położonym w samym centrum – audytorium miejskim. Kiedy przyjechaliśmy rano, aby wcześnie zacząć przygotowania, wielbiciele byli pod wielkim wrażeniem bogato zdobionej architektury tego miejsca, przestronnych pokoi, wysokich sufitów i kryształowych żyrandoli. - Nigdy nie występowaliśmy w takim miejscu – wykrzyknął jeden bhakta. - Budowę ukończono w 1870 roku – powiedział życzliwy kustosz, który usłyszał ten komentarz. – Gościmy tu rocznie 3,5 tys. specjalnych wydarzeń kulturalnych, w tym konferencje, śluby i bankiety biznesowe. Jaki charakter ma wasze przedstawienie? - Prezentuje duchową kulturę Indii – powiedziałem. – Przedstawimy taniec, muzykę, teatr, jogę, sztuki walki i filozofię. - Ach tak. 

Wielu ludzi dzwoniło do nas pytając o wasz show. Tego wieczoru 400 krzeseł w sali było zajętych na długo przed rozpoczęciem festiwalu. Musieliśmy odprawiać ludzi sprzed drzwi. - Nie przychodzi mi do głowy nic bardziej niefortunnego jak bycie zmuszonym zawracać ludzi sprzed takiego show – powiedziałem ze smutkiem do Gaura Hari’ego dasa. – Przecież wejście w kontakt ze świadomością Kryszny może zająć wiele żyć.Zainspirowani imponującym otoczeniem i entuzjastyczną widownią, wielbiciele występowali wyjątkowo dobrze, co potwierdzał głośny aplauz, otrzymywany po każdym występie. Lecz od czasu do czasu dało się słyszeć śmiechy i żarty małej grupy ludzi. Nie były one na tyle głośne, aby spowodować znaczne zakłócenie, ale zobaczyłem, że niektórzy bhaktowie rozpraszali się w czasie swych pokazów. Podczas wykładu – gdy grupa zaczęła się śmiać - dwa razy straciłem wątek. Ponieważ sala była duża i w czasie show słabo oświetlona, trudno było dokładnie określić skąd dochodził ten zamęt. Jednak po jakimś czasie ucichł. Gdy program sceniczny dobiegł końca, ludzie wstali i powoli wyszli. Wielu kupiło książki, a znaczna liczba gości została, aby zadać pytania. 

Kiedy wszyscy wyszli, Bhakta das, który pomagał zorganizować ten program, podszedł do mnie i powiedział: - Słyszałeś tę hałaśliwą grupę ludzi w czasie show?- Jasne, że tak. Bhakta zaczął się śmiać. - Co w tym zabawnego? – zapytałem. - To była grupka ludzi, którzy przyprowadzili tu dla żartu jedną ze swych przyjaciółek. Dzisiaj były jej urodziny i oni nie powiedzieli jej, dokąd ją zabierają. W pierwszej połowie przedstawienia wszyscy śmiali się i ze wszystkiego stroili sobie żarty. Ale z czasem, gdy występy trwały dalej, zaczęli coraz bardziej się wciągać. Po jakimś czasie po prostu zakochali się w nas i kompletnie wszystko im się podobało. Kobieta, która miała swoje urodziny, powiedziała mi, że były one najlepsze w jej życiu.

Z Melbourne wróciliśmy do Sydney na kilka dni harinamów poprzedzających Sylwestra. Jednakże pogoda była straszna. Każdego dnia padało. Kiedy nadszedł czas wyjazdu na wschodnie wybrzeże, wielbiciele odetchnęli z ulgą. Słyszeli o na wpół-tropikalnej pogodzie w Queensland i północnej Nowej Południowej Walii. - Będziemy mieli tam wspaniałe festiwale – powiedziałem im. – Jest lato i setki tysięcy ludzi będą tam na wakacjach. W drodze na lotnisko poprosiłem kierowcę, aby włączył radio, tak bym mógł posłuchać krajowej prognozy pogody. Byłem w szoku, kiedy dowiedziałem się, że w pobliżu Queensland przemieszcza się cyklon, powodujący niespotykany w tym okresie roku deszcz i wiatr. I faktycznie, gdy nasz samolot z Sydney posuwał się na północny wschód, powitały nas niebawem złowieszcze ciemne chmury. Silne wiatry wstrząsały gwałtownie naszym samolotem, gdy lądowaliśmy w Coolangatta. Lało, gdy jechaliśmy z lotniska do naszej nowej bazy – społeczności farmowej Nowe Govardhan.- Jak zrobimy harinam w tym deszczu i zareklamujemy nasze festiwale? – zapytałem wielbiciela, który przyjechał po nas na lotnisko.- Deszcz nie jest największym zmartwieniem – odpowiedział. – Najpoważniejszy problem to ryzyko powodzi. Mieliśmy tutaj suszę od kilku lat. Przy takim deszczu istnieje duża szansa, że wyleją rzeki i potoki. Jeśli tak się stanie, nigdzie nie pojedziecie.

Aby dostać się do Nowego Govardhan mieliśmy przekroczyć most nad małą rzeczką. Kiedy tam przyjechaliśmy, byłem w szoku zobaczywszy szybki nurt rzeki zaledwie kilka centymetrów pod mostem. Gdy tego wieczoru nasza grupa 17 wielbicieli zaadoptowała się w swych kwaterach, deszcz nadal padał bez ustanku. Z powodu potężnej burzy, budziłem się w nocy trzy razy. Pomimo niewygód spowodowanych przez pogodę, byliśmy zdeterminowani, aby iść do przodu z naszym pierwszym festiwalem w Byron Bay. Po śniadaniu wsiedliśmy do wynajętego autobusu i pojechaliśmy nad rzekę. Woda swobodnie przepływała już przez most. - Teraz możemy przejechać – powiedział kierowca. – Ale nie wiem, czy będziemy mogli tędy wrócić. - Bez obaw – powiedział lokalny bhakta. – Zazwyczaj woda zalewa most tylko na godzinę lub dwie. Kierowca spojrzał na mnie, gdy staliśmy nieruchomo nad brzegiem rzeki. - Co chcesz zrobić? – zapytał. Zastanowiłem się przez chwilę. - Zaryzykujmy i jedźmy do Byron Bay – powiedziałem w końcu. – Festiwal jest zbyt ważny. Deszcz nadal przybierał na sile, gdy kierowaliśmy się w stronę kurortów nadmorskich. - Jeśli deszcz się utrzyma, nie będziemy mogli rozdać nawet jednego zaproszenia – powiedział Gaura Hari. – A brak rozgłosu oznacza brak gości. 

Nagle zadzwoniła komórka kierowcy. Jego oczy rozszerzały się w miarę jak słuchał. Potem odłożył telefon i odwrócił się do nas przodem. - To był mój przyjaciel z Murwillumbah. Powiedział, że Stanowy Sztab Kryzysowy (SSK) wydał ostrzeżenie przed tajfunem. Wszystkie hotele w tym rejonie zostały poproszone o zwolnienie miejsc w celu przygotowania ich w ramach pomocy ofiarom powodzi. - Pomocy ofiarom powodzi? – powiedziałem z niedowierzaniem. – W Australii? - Mój przyjaciel powiedział im, że planujecie festiwal w Byron Bay – ciągnął dalej kierowca autobusu – i że jedziecie właśnie go reklamować. SSK powiedział, że powinniście natychmiast zawrócić i pojechać na waszą farmę. Radzą, aby zabrać swoje rzeczy i szybko opuścić ten teren. Kierowca miał już zawrócić, gdy powiedziałem: Poczekaj.Przestał zakręcać i powoli jechał dalej w kierunku Byron Bay, czekając na moją decyzję. 

Myślałem o konsekwencjach odwołania festiwalu. - Całą tę drogę z Europy przemierzyliśmy wielkim kosztem - pomyślałem. – Już dość trudne było odprawianie ludzi z kwitkiem z festiwalu w Melbourne. Jak możemy odwołać cały show? Musimy tylko poczynić odpowiednie zmiany na wypadek pogorszenia pogody. I kto wie? Meteorolodzy często się mylą. Kierowca powiedział z niecierpliwością w głosie: Mam więc zawracać czy nie? - Nie, zawieź nas do Byron Bay. Zrobimy krótki harinam, a potem wrócimy na farmę i ponownie ocenimy sytuację. Kiedy dotarliśmy do Byron Bay, deszcz wciąż nie ustawał. Wyjrzałem przez okno autobusu i zobaczyłem, że wbrew złej pogodzie, parę osób nadal robiło zakupy i gdy tylko następowała ulewa, chroniło się pod okapami wystającymi z dachów sklepów. - Ok. wszyscy z autobusu – krzyknąłem. – Będziemy intonowali pod zadaszeniami i stamtąd rozdawali zaproszenia. Wielbiciele szybko zebrali bębenki, karatale, transparenty i zaproszenia. Wyskakując na deszcz, przeszli przez tereny strzeżone na chodnik. Krótka trasa z autobusu do zadaszonego obszaru przemoczyła ich całkowicie. - Zły ruch – powiedziałem do siebie. Intonowaliśmy przez 20 minut, ale z obawy, że wszyscy się rozchorują poleciłem bhaktom wrócić do autobusu. 

- Ile zaproszeń rozdaliśmy? – zapytałem Śanti Parayana dasa. - Około 300. - O rety, w Polsce przed naszymi festiwalami rozdajemy 10 tys. na dzień. Będę zaskoczony jeśli jutro w ogóle ktoś przyjdzie. W drodze powrotnej do Nowego Govardhan, wielbiciel otrzymał telefon od SSK, z którego dowiedział się, że most prowadzący na naszą posiadłość znajduje się 2 metry pod wodą. - W jaki sposób dostaniemy się na posiadłość? – zapytał Gaura Hari.- Ten most był zalewany wiele razy – odrzekł miejscowy bhakta. – W przeszłości szliśmy do naszego sąsiada – Jamesa - i pytaliśmy, czy możemy przejść przez jego własność do naszej ziemi. Problem w tym, że on jest trochę chimeryczny. Często nam odmawiał. Może nasz prezydent świątyni, Ajita das, przekona go, aby pozwolił nam przejść jeszcze ten jeden raz.- Zadzwoń do Ajita – powiedziałem.Pół godziny później Ajita oddzwonił.- James powiedział, że możemy przejść po jego ziemi, ale autobus ma zostać. Powiedział, że tylko jeden samochód może przejechać; reszta wielbicieli będzie musiała iść pieszo.Do jednego z samochodów, który z był z nami, upchaliśmy tak wiele kobiet, ile dało się pomieścić, a cała nasza reszta – aby dostać się na farmę - zakasała dhoti oraz sari i chlupotała przez błoto i zacinający deszcz przez ponad godzinę. Gdy dotarliśmy, byliśmy cali przemoczeni i zupełnie wycieńczeni. - No, udało nam się – powiedział Śanti Parayana, gdy kichnął. – Problem w tym, jak wydostać się stąd jutro na festiwal.- Jaki festiwal? – żartobliwie powiedział inny bhakta – Rozdaliśmy tylko parę zaproszeń.- Może jutro będzie lepsza pogoda! – odkrzyknął Śanti Parayana.- Ok. chłopaki. Nie sprzeczajcie się – powiedziałem. – Jesteście naprawdę zmęczeni i głodni. Zjedzmy trochę prasadam i odpocznijmy. Jutro zdecydujemy, co robić dalej. 

Nazajutrz rano obudziłem się wcześnie i natychmiast udałem się nad rzekę. Mimo iż nadal było ciemno, mogłem zobaczyć, że woda ciągle się podnosi. - To wygląda poważnie – pomyślałem. – W tym tempie rzeka może nawet zalać ziemię Jamesa. Musimy wydostać się stąd tak szybko jak to możliwe, jeśli mamy jakąkolwiek nadzieję na zrobienie festiwalu.Zadzwoniłem do Ajita.- Muszę natychmiast zabrać stąd moich ludzi. Mógłbyś zapytać Jamesa, czy możemy przejść po jego ziemi jeszcze raz?- Zabiorę dla niego jakieś gorące prasadam – powiedział Ajit. – I zaoferuję trochę żwiru na jego drogę po burzy. To powinno zadziałać. Ilu ludzi musimy przeprowadzić?- Siedemnastu – odrzekłem. – Autobus będzie na nas czekał po drugiej stronie rzeki.Godzinę potem Ajit przyjechał jeepem z napędem na cztery koła. - Powiedziałem Jamesowi o waszym programie i dał się namówić. Zgodził się, by nasze cztery jeepy przejechały dziś rano po jego posiadłości. I możemy nimi wrócić wieczorem po zakończeniu festiwalu.Chociaż znaleźliśmy rozwiązanie dla jednej trudnej sytuacji, nadal musieliśmy zmierzyć się z problemem reklamy festiwalu. Padało jeszcze mocniej niż poprzedniego dnia. Przejechaliśmy przez ziemię Jamesa jeepami, wsiedliśmy do autobusu i ślimaczym tempem podczas burzy pojechaliśmy do Byron Bay. Po wszystkim co przeszliśmy, paru wielbicieli stało się przygnębionych. - Co to za lato? - powiedział jeden z nich rozdrażniony. – Już lepsza od tego jest zima na Ukrainie! 

Kiedy przyjechaliśmy do Byron Bay, wysadziliśmy bhaktów, którzy mieli przygotować salę. Pozostali czekali w autobusie aż deszcz osłabnie. Czekaliśmy i czekaliśmy.Po godzinie usnąłem. Jeden bhakta potrząsnął mną.- Maharaja! Maharaja! Deszcz ustał. Wziąwszy szmatkę, przetarłem szybę i wyjrzałem na zewnątrz. Nie padało.- No żołnierze – krzyknąłem. – Ruszyć się!- Brzmi jak armia – zaśmiał się jeden bhakta.- Bo to jest armia. Armia Pana Caitanyi.Po kilku chwilach szliśmy wzdłuż ulicy intonując i tańcząc zapamiętale, korzystając z każdej suchej chwili. Wszyscy wiedzieliśmy, że było to tylko krótkie wytchnienie od burzy, tak więc dawaliśmy z siebie wszystko. Ludzie w mieście również korzystali z przerwy w złej pogodzie i licznie wyszli na ulice. Opustoszałe ulice stały się nagle pełne. Nie sądzę, żeby jakakolwiek grupa sankirtanowa w historii ISKCON-u rozdała tak wiele zaproszeń w tak krótkim czasie. Dokładnie w przeciągu 60 minut przeszliśmy dwa razy całe śródmieście. I gdy właśnie rozdawaliśmy ostatnie zaproszenie, zagrzmiało i błyskawica przemknęła po niebie – jak gdyby na zawołanie. Gdy zaczęło lać, wszyscy – zarówno kupujący, jak i wielbiciele – biegli w poszukiwaniu schronienia. Kilka minut później byliśmy z powrotem w autobusie - przemoczeni do suchej nitki, ale ekstatyczni. – Dobra robota Prabhu! – powiedziałem. 

Kiedy przyjechaliśmy do sali festiwalowej, zwołałem krótkie spotkanie. - Wiem, że jesteście zmęczeni i mokrzy – mówiłem do bhaktów. – Jednak chcę, abyście tolerowali ten dyskomfort i skupili się na dzisiejszym programie. Może przyjdzie pięć osób, a może przyjdzie 50. To nie ma znaczenia. Wszystkim szczęśliwym duszom, które przekroczą próg tej sali, chcemy podarować najlepszą prezentację świadomości Kryszny, jaką możemy. Z perspektywy czasu myślę, że Pan chciał odwzajemnić się za wyrzeczenia, jakie przeszli ci bhaktowie. Tego wieczoru, kiedy otworzyliśmy drzwi w chwili rozpoczęcia festiwalu, 460 gości zapełniło salę. - Dobry Boże – powiedziałem, gdy rzucili się oni do najlepszych miejsc. - Przyszło tylu ludzi!Był to jeden z naszych najlepszych występów. Gdy się zakończył, ludzie gorąco dziękowali nam wycofując się wprost w ulewę. Ale najszczęśliwsi ze wszystkich byli wielbiciele.- To było warte każdej minuty w deszczu – powiedział Śanti Parayana z uśmiechem. 

W drodze powrotnej poprosiłem jednego bhaktę, by zadzwonił do SSK.- Zapytaj ich, jak wygląda sytuacja wokół naszej farmy – powiedziałem. – Musimy wiedzieć, gdzie znajdują się nasze samochody, które mają zabrać nas z powrotem na naszą posiadłość. Wielbiciel zadzwonił, a potem ponuro oświadczył:- Złe wieści, Maharaja. Rzeka podniosła się jeszcze wyżej. Sztab Kryzysowy ewakuuje ludzi z domów. Drogi zamieniły się w jeziora, a niektóre mosty zostały zmyte. Niemożliwością jest dostanie się nawet 5 kilometrów od farmy. - To brzmi poważnie – powiedziałem. – Ale spróbujmy dostać się tak blisko farmy jak to możliwe.Udało nam się dojechać do Murwillumbah, miasta położonego najbliżej farmy, ale nie dalej.- Gdzie się dzisiaj zatrzymamy na noc? – zapytał Śanti Parayana. – Nie możemy spać wszyscy w autobusie.- Tirtharaj das poszedł do jednego z moteli dowiedzieć się, czy mają jakieś wolne miejsca – odrzekłem.- Ale wszystkie hotele i motele zostały zwolnione dla ofiar powodzi – powiedział Śanti Parayana. Przez chwilę milczałem. - Zgadza się – powiedziałem. – To znaczy dla ciebie i dla mnie. Jesteśmy teraz oficjalnie ofiarami powodzi.Śanti Parayan zamilkł. Dziesięć minut później Tirtharaj wrócił z dobrymi wieściami. - Motel może przyjąć nas wszystkich, ale będziemy musieli stłoczyć się po osiem osób w jednym pokoju. Jest tam wielu ludzi, którzy schronili się w tym motelu.- Moglibyśmy spróbować w następnym mieście – powiedziałem. - Bez szans – odparł Tirtharaj. – Rzeka przelała brzegi i nie ma ani wjazdu, ani wyjazdu z tego miasta, przynajmniej nie w tej chwili. 

Tej nocy deszcz dudnił tak mocno, że znowu nie mogłem spać. Chcąc zobaczyć, czy ciężkie warunki pogodowe znalazły się w wiadomościach, podłączyłem komputer do szerokopasmowego łącza internetowego przy moim łóżku. Byłem zszokowany tym, co przeczytałem na stronie BBC. „Tysiące ludzi zostało zdanych na samych siebie przez najgorszą powódź we wschodniej Australii od 20 lat. Całe miasta w Queensland i północnej Nowej Południowej Walii zostały odcięte, podczas gdy rosnące wody powodziowe zmusiły setki do opuszczenia swych domów. Do niektórych obszarów, pożywienie i inne niezbędne środki dla uwięzionych mieszkańców, są dostarczane helikopterem. Ludzie w odizolowanych obszarach mogą zostać odcięci nawet do tygodnia.”Mapa pokazywała, że obszar, który najbardziej ucierpiał to okolice Murwillumbah.

Nazajutrz wczesnym rankiem informacje w radio doniosły, że władze federalne ogłosiły cały ten region obszarem klęski żywiołowej. A jeszcze gorsza pogoda miała dopiero nadejść. Mimo swego ponurego położenia, wielbiciele byli w pogodnych nastrojach. Pokonaliśmy wszelkie przeszkody i mieliśmy udany festiwal. Chociaż teraz znajdowaliśmy się w rejonie kataklizmu, wydawało się to być bardziej niezwykłą przygodą. Potem otrzymaliśmy telefon od Ajita, który brzmiał poważnie.- Maharaja, Nowe Govardhan mocno oberwało od powodzi zeszłej nocy. Dwanaście naszych krów zmyła gwałtowna powódź i straciliśmy cztery akry upraw i sporo ogrodzenia. To prawdziwa katastrofa.Kiedy powiedziałem bhaktom o krowach, wszyscy zamilkli. Jedna z kobiet zaczęła płakać.Gaura Hari próbował przywrócić wszystkich do porządku. - Pojutrze mamy kolejny festiwal dwie godziny drogi stąd – powiedział. – Musimy jakoś zabrać nasze rzeczy z farmy i ruszać dalej. Wielbiciele patrzyli na niego z niedowierzaniem.- To niemożliwe – powiedział pewien bhakta. – Wszystkie drogi do miasta są zatopione. - Musimy użyć naszej inteligencji. Istnieje rozwiązanie każdego problemu. - Właśnie słyszałem aktualne informacje w lokalnej stacji – powiedział inny bhakta. – Podano, że powódź cofnie się na kilka godzin w czasie odpływu około godziny 17.00. Tutejsza rzeka ma ujście w pobliskim oceanie i działa na nią odpływ. Być może będzie możliwe wyjechanie z miasta w tym czasie północnym wyjazdem. Jeśli w jakiś sposób udałoby nam się wydostać nasze rzeczy z farmy przed 17.00, może wtedy moglibyśmy wyjechać na północ do Brisbane, gdzie pogoda jest ok. Stamtąd moglibyśmy pojechać na nasz następny festiwal. Zadzwoniłem do Ajita i zapytałem, czy mógłby spakować nasze rzeczy, wsadzić je do jeepów i przejechać przez rozlewiska do naszego hotelu.- Jeśli poziom wody nie jest zbyt wysoki – odrzekł. 

W tym czasie była już 9.00 i wszyscy byliśmy głodni. Jeden z ludzi zaoferował pójście do pobliskiego sklepu, aby kupić jakieś owoce i orzechy. Wtem zadzwonił telefon Tirtharaja. Była to miejscowa rodzina hinduska, która mieszkała niedaleko motelu. Zapraszali nas na lunch. Wszyscy bhaktowie wydali radosne okrzyki. Kiedy kilka godzin później przyjmowaliśmy prasadam, Ajita przyjechał do domu Hindusów wraz z jeepami.- Mam złe wieści – powiedział. – Wszystkie rzeczy należące do mężczyzn, w tym ich komputery, Ipody, aparaty i pieniądze znalazły się pod wodą. Dom, w którym się zatrzymali na farmie, został zalany. Mężczyźni siedzieli w milczeniu, kontemplując swe straty. - Szybko kończcie prasadam – powiedziałem, aby przełamać ten nastrój – i wracajmy do autobusów. Mamy jakieś 45 minut na wydostanie się z miasta, w czasie gdy powódź trochę się cofnie. Nie trzeba było niczego powtarzać. W przeciągu 10 minut wszyscy byli w autobusie, gotowi do drogi. Wszyscy przespali trzygodzinną jazdę do Brisbane. Nawet nie śmiałem ich budzić, wiedząc, że potrzebowali odpoczynku. Następnego dnia będą z powrotem na ulicy, na wielogodzinnym harinamie, a dzień potem będzie kolejny festiwal. - To naprawdę są żołnierze – myślałem, patrząc na nich dumnie, gdy spali. – Są równie dobrzy, jak żołnierze, których kiedyś spotkałem. I któregoś dnia zostaną wynagrodzeni za wszystkie poświęcenia, jakich się podejmują szerząc ruch sankirtanu Pana Caitanyi. Zostaną pobłogosławieni miłością do Boga. Co do tego nie ma wątpliwości. 

„Tak więc starajcie się szerzyć ten ruch świadomości Kryszny. To jest wasza sadhana, podejmowanie wyrzeczenia, pokut. Musicie napotykać tyle przeciwnych czynników. To jest tapasya. Tolerujecie tak wiele trudów i tyle niedogodności, osobistej niewygody; wszystko poświęcacie. Ale to nie będzie na próżno. To pewne. To nie będzie na próżno. Kryszna wynagrodzi was, podkreślam Kryszna wynagrodzi was dostatecznie. Kontynuujcie wykonywanie tej świadomości Kryszny.
[Wykład Śrila Prabhupady, Los Angeles, 15 Listopad, 1968 rok]

Przetłumaczyła; Kalyani
 
Powrót >>>     
Udostępnij:
   
 
  komentarzy: 0     0   0  
 
Aby dodawać komentarz do artykułu musisz być zalogowany.
zaloguj.
 
 
 
OSTATNIE NA FORUM
Bhaktivinoda Ṭhākura i jogin
(25-06-2026 16:24:19)
 
Re: KUPIĘ Śrimad Bhagavatam, Canta 01-07
(22-05-2026 12:32:32)
 
Biblioteki Kryszny
(07-03-2026 12:15:45)
 
Prawo państwowe a religijne
(18-09-2025 13:58:24)
 
Re: Wedyjski Adam, Ewa, Jezus oraz Potop
(26-05-2025 18:24:54)
 
Re: Weganizm - satanizm?
(19-05-2025 11:26:40)
 
Re: Mleko
(15-05-2025 10:27:33)
 
 
LINKI
 
 
 
 
 
 
 
TAGI
Święte Imię   Kryszna Katha   Varnaśrama   Filozofia   Kryszna   Mahatma das   Krishna Kshetra Swami   Prawo karmy   Polityka   Monarchia   Homoseksualizm   Kobiety   Astrologia   Chrześcijaństwo   Aborcja   Trivikrama Swami   Prabhupada  
 
Copyright © 2016. All Rights Reserved.  Created by Future Project