Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej       

Hare Kryszna

ISKCON

uniwersalna duchowość

rozwój duchowy

bhakti-joga

joga

Bóg

religia

mantra

reinkarnacja

Kriszna

Krishna

Rama

Hare

Kryszna

hinduizm

krysznowcy

karma

Indie

Gaura

India

wyznawcy Kryszny

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny

Bhagavad-Gita

Śrimad Bhagavatam

Festiwal Indii

Woodstock

Pokojowa Wioska Kryszny

vaisnava

waisznawa

waisznawizm

wajsznawa

wajsznawizm

religie wschodu

filozofia wschodu

duchowość

astrologia wedyjska

jyotish

przepisy wegetariańskie

kuchnia wegetariańska

joga

dezinformacja ruchów katolickich

serwis

portal

astrologia wedyjska

taniec indyjski

kalendarz księżycowy

muzyka indyjska

dharma

ayurweda

ayurveda

książki Prabhupada

nama-hatta

mantry

przepisy wegetariańskie

świątynia

festiwal

sekta

sekty

 
 
 
 
 
 
 
logowanie
rejestracja
regulamin strony
 
 
 
 
   Autor: Indradyumna Swami
dodał: admin    opublikowano: 2016-09-14    przeczytano: 513
kategoria: Wykłady - Indradyumna Swami
podkategoria: Pamiętniki
 
Powrót >>>     
 
Pamiętnik - Doskonałe zakończenie
 

Wielbiciele z naszego tournee byli zmęczeni po siedmiu tygodniach festiwali na terenie całej Australii i Nowej Zelandii, mimo to z niecierpliwością oczekiwali dwóch końcowych programów, które miały się odbyć w Hong Kongu.Jednak prawie na nie nie zdążyliśmy. Dzień przed wyjazdem z Auckland, rosyjscy i ukraińscy wielbiciele wciąż nie otrzymali wiz do Hong Kongu. Tego wieczoru zadzwoniłem do Chandrasekhara dasa, jednego z liderów tamtejszej świątyni.- Jest 21.00. Nasz wylot przewidywany jest za dziewięć godzin. Czy wizy już nadeszły? - Jeszcze nie – odrzekł – i sytuacja nie wygląda za dobrze. Cały tydzień próbujemy skontaktować się z urzędem imigracyjnym, ale nie można się dodzwonić. Nasz prawnik próbuje osiągnąć ich specjalnymi kanałami. Zadzwonię, gdy coś się zmieni.Rozumiałem niepokój Chandrasekhara. On i jego grupa miejscowych bhaktów organizowali festiwal od pół roku. Za duże pieniądze wynajęli na dwa wieczory audytorium z tysiącem miejsc na prestiżowym uniwersytecie w centrum Hong Kongu. Nigdy wcześniej ta mała yatra nie porywała się na tak śmiały, nauczający program. Wielu wyjątkowych dygnitarzy - w tym Konsul Generalny Indii - miało w nim uczestniczyć. - Musimy już teraz zacząć opracowywać plan alternatywny – powiedziałem do Śanti Parayana dasa po rozmowie z Chandrasekharem. – Termin ważności naszych nowozelandzkich wiz kończy się jutro rano. Albo polecimy do Hong Kongu, albo wrócimy do Europy. Zadzwoń do naszego agenta podróży do domu i dowiedz się, czy nasze loty mogą zostać zmienione na Londyn. Pozostałym bhaktom powiedziałem, aby poszli spać.

Godziny mijały. Zasnąłem. Moja komórka zadzwoniła o 2.30 w nocy. Chwyciłem ją.- Przyznano wizy! – powiedział podekscytowany Chandrasekhar. – To cud.- Niesamowite! – powiedziałem, natychmiast przebudzony. – Jak to się stało? - Naszej prawniczce udało się jakoś dodzwonić do urzędnika imigracyjnego w Hong Kongu. Było po godzinach pracy, ale ten był akurat jeszcze w swym biurze. Uświadomiła mu ważność festiwalu. Powiedział, że potrzebuje czasu, aby to przemyśleć. Dzwoniła do niego trzy razy w ciągu godziny i wciąż powtarzała o naglącej sytuacji. W końcu zgodził się. Ktoś będzie czekał na was z wizami, gdy wyjdziecie z samolotu. - Mało brakowało – odrzekłem. – Trzy i pół godziny przed odlotem. Pobiegłem do pokoju, gdzie spali mężczyźni.- Pobudka! – powiedziałem głośno, zapalając światło.Powoli otwierali oczy i podnosili się. - Dokąd lecimy? – zapytał Gaura Hari das, przecierając oczy. – Londyn czy Hong Kong?- Hong Kong – powiedziałem z uśmiechem. – I ma nas tu nie być za 45 minut.

Dotarliśmy na lotnisko dosłownie w ostatniej chwili. Ponieważ lecieliśmy kilkoma różnymi samolotami, dałem bhaktom ostatnie instrukcje, jak wypełnić kartę imigracyjną na miejscu.Jedna dziewczyna zabrała głos.- Guru Maharaja, czy port w Hong Kongu nadal pełen jest tych łódek, które nazywają dżonki, tych z dużymi żaglami?- Być może pozostało parę dla turystów – zaśmiałem się. – Ale Hong Kong jest nowoczesnym miastem. To jedna z biznesowych stolic świata. Ja również miałem romantyczne wyobrażenie Hong Kongu przed moją wizytą w tym mieście zeszłego roku. Kiedy jednak przyjechałem, zastałem ultranowoczesne, sprawne i zaskakująco czyste miasto. Chiny zrzekły się Hong Kongu na rzecz Brytyjczyków po wojnach opiumowych w końcu XIX wieku i odzyskały go z powrotem w 1997 roku. Mimo iż większa część kultury chińskiej zniknęła pod władaniem Brytyjczyków, wiele jej aspektów jest wciąż obecnych, i jak moja trupa bhaktów wkrótce odkryła - mieszanka starego z nowym pozostaje tam nawet do dzisiaj. Dzień po naszym przyjeździe podzieliliśmy się na dwie grupy harinamowe, aby reklamować festiwal. Dołączyło do nas 120 bhaktów z różnych miejsc. Ja wyszedłem z jedną grupą, a mój brat duchowy – Bhakti Bringa Govinda Maharaja - który również odwiedzał Hong Kong - wyszedł z drugą.

Gdy moja grupa intonowała i tańczyła radośnie na zatłoczonych ulicach, zatrzymaliśmy się, aby śpiewać przed dużym sklepem wielobranżowym. Wielbiciele byli w szoku, przeczytawszy napisy reklamujące produkty dostępne wewnątrz:„W promocji: Suszone żołądki, zupa z głowy węża i chińskie gąsienice z grzybami.”Ulice były zatłoczone i ciężko było się poruszać, ale ludzie uprzejmie przyjmowali nasze zaproszenia. Po kilku godzinach zobaczyłem tylko niewiele ich porzuconych na ziemi.- To obiecujący znak – pomyślałem.
Tego wieczoru Govinda Maharaja poprowadził długi bhajan w małej świątyni. Wielu chińskich bhaktów nie doświadczyło nigdy wcześniej takiego radosnego kirtanu. Tak więc intonowali i tańczyli z wielką przyjemnością. Gdy kirtan trwał, poszedłem porozmawiać z Chandrasekharem do jego biura. - To ambitny plan – próbować zapełnić tysiąc miejsc przez dwa wieczory z rzędu – powiedziałem.- Mam nadzieję, że nam się to uda – odrzekł Chandrasekhar. – Obecnie wielu ludzi w Hong Kongu przejawia zainteresowanie kulturą indyjską. Od 2004 roku - ponad 30 szkół i wyższych uczelni odwiedziło naszą świątynię. I studia jogi wyrastają w całym mieście. Nazajutrz pojechaliśmy z dużym harinamem do Sai Kung, miasta tuż na obrzeżach Hong Kongu. Dużo mniej komercyjne niż sam Hong Kong, prezentowało zwyczajną, chińską kulturę istniejącą poza miastami. 

Podczas gdy ludzie w Hong Kongu wykazywali jakieś zainteresowanie naszą intonującą grupą, ludzie w Sai Kung zajęci byli swoją pracą i zdawało się, że prawie wcale nas nie zauważali. - Mądrzej byłoby gdybyśmy dalej intonowali w Hong Kongu – pomyślałem. Gdy już mieliśmy kończyć, minęliśmy starą chińską świątynię.- Czy cudzoziemcy mogą wejść do środka? – zapytałem lokalnego chińskiego wielbiciela. - Zobaczmy – odrzekł. Z pięcioma czy sześcioma bhaktami idącymi za nami, weszliśmy do świątyni.- Ile ona może mieć lat? – zapytałem cicho. Wielbiciele patrzyli na jakieś inskrypcje na ścianie. - Ma 140 lat – ktoś szepnął. Świątynia była słabo oświetlona i musiałem mrużyć oczy, aby zobaczyć ołtarz. W końcu udało mi się rozróżnić bóstwo wysokiego, brodatego mężczyzny w długich włosach. - Kto to? – zapytałem jednego wielbiciela.- Guan Gong. Jest słynnym wojownikiem, który wiele stuleci temu bronił tego rejonu przed watażkami z zewnątrz. Na ołtarzu znajdowało się mnóstwo zapalonych kadzideł. - Czy oni go czczą? – zapytałem. - O tak. Ludzie przychodzą tu, aby modlić się do niego o ochronę. Wierzą, że niektóre wyjątkowe osoby osiągają boskość po śmierci i mają nadprzyrodzone moce. Rozejrzałem się po świątyni i zobaczyłem stare, ścienne tkaniny dekoracyjne, dzwonki i przedmioty do czczenia. Ściany były mocno okopcone po 140 latach unoszenia się dymu z kadzideł. - Spójrz tutaj – mówił dalej bhakta. – Ludzie biorą te dwa drewniane kawałki - rozmiaru twoich pięści - i rzucają je przed Guan Gongiem. Jeśli oba wylądują gładkimi powierzchniami do góry, oznacza to, że Guan Gong zgadza się odpowiedzieć na pytanie. Zadajesz pytanie, a potem ciągniesz drewniany kijek z tego stosu ponumerowanych kijków. Sprawdzasz na nim numer, a potem idziesz tam, gdzie widzisz stos starych pergaminów. Wyciągasz pergamin, który zgadza się z numerem na twoim kijku i czytasz odpowiedź na swe pytanie. Chciałbyś spróbować? - Nie, dziękuję – odpowiedziałem z szacunkiem. Wyszliśmy ze świątyni. - Maharaja – powiedział bhakta – w kulturze wedyjskiej nie istnieje nic co nawiązywałoby do tego typu czczenia, prawda? - Tak naprawdę istnieje - dla pewnej klasy ludzi. To jest podobne do czczenia przodków. Kryszna mówi w Bhagavad-Gicie: 

yanti deva vrata devan pitrn yanti pitr vratah bhutani yanti bhutejya yanti mad yajino'pi mam

„Kto czci półbogów, narodzi się pomiędzy półbogami; kto oddaje cześć przodkom, pójdzie do przodków, kto czci upiory i duchy, narodzi się pomiędzy takimi istotami; a ci którzy Mnie wielbią, będą żyć ze Mną.” [Bhagavad Gita, 9.25]

Tuż na zewnątrz świątyni minęliśmy duże palenisko, gdzie kapłan ofiarowywał do ognia rozmaite rzeczy zrobione z papieru. - Co on do licha robi? – zapytałem miejscowego bhaktę. - Ludzie wierzą, że można w ten sposób wysłać różne przedmioty swoim przodkom. Na przykład jeśli chcesz im wysłać samochód, ofiarowujesz papierowy samochód do ognia wraz z określonymi modlitwami.- Powróćmy do czystego intonowania świętych imion – powiedziałem. – Słyszę grupę kirtanową tuż za rogiem.Następnego dnia kontynuowaliśmy reklamowanie festiwali z dużym harinamem na promenadzie w pobliżu portu. Wielbiciele zmęczyli się po jakimś czasie, ale ja byłem zdeterminowany, aby przytrzymać ich na harinamie tak długo, jak to możliwe. - Będę szczęśliwy jeśli każdego wieczoru uda nam się zapełnić chociaż połowę sali – pomyślałem. 

Gdy intonowaliśmy wzdłuż ulicy ponownie zostały nam przypomniane lokalne upodobania w jedzeniu. Mijając dużą restaurację, zobaczyliśmy spory szereg żywych owoców morza pływających w ogromnym akwarium, stojącym na zewnątrz restauracji. Były tam ośmiornice, węgorze, węże morskie, wielkie kraby i asortyment cudacznych ryb morskich, których nigdy wcześniej nie widziałem.Klienci zatrzymywali się i wskazywali pracownikowi, które stworzenie chcą. Ten sięgał po nie, łapał to wodne stworzenie i szybko zabierał je do kuchni. Pół godziny później lądowało już na stole klienta – gotowe do skonsumowania.Kiedy duża, dwunastoosobowa rodzina wybrała rybę prawie tak dużą jak ja, powiedziałem liderowi kirtanu, abyśmy szybko ruszyli dalej. Zwróciłem się do Gaura Hari’ego:- To łaska Pana Caitanyi. Nawet ludzie z takimi nawykami mogą zostać bhaktami. 

Zacytowałem słynny werset z Śrimad Bhagavatam: 

kirata hunandhra pulinda pulkasa 
abhira sumbha yavanah khasadayah 
ye'nye ca papa yad apasrayasrayah 
sudhyanti tasmai prabhavisnave namah

„Pan jest najwyższą siłą i dlatego też mieszkańcy prowincji Kirata, Huna, Andhra, Pulinda, Pulkasa, Abhira, Sumbha, Yavana, członkowie plemion Khasa i nawet inne osoby przywiązane do grzesznego działania mogą oczyścić się poprzez przyjęcie schronienia u bhaktów Pana. Pragnę ofiarować Mu pełne szacunku pokłony.” [Śrimad Bhagavatam 2.4.18]

- Maharaja – powiedział Gaura Hari – ‘Khasa’ odnosi się do Chińczyków. Ale ‘ye ‘nye ca papa’ oznacza ‘innych przywiązanych do grzesznych czynności’. To by obejmowało ludzi z Zachodu, takich jak my, prawda? Pomyśl tylko o tym, co serwują w restauracjach w Ameryce.Spokorniałem. - Tak, masz rację. My również byliśmy przywiązani do grzesznych czynności, zanim podjęliśmy świadomość Kryszny. Nie jesteśmy wcale lepsi od nich, tylko bardziej szczęśliwi - to wszystko. Ponieważ my już podjęliśmy świadomość Kryszny.Następnego ranka nasza festiwalowa grupa wraz z wieloma miejscowymi bhaktami udała się do audytorium, aby rozpocząć przygotowania na scenie. 

Kiedy weszliśmy do środka stanęliśmy jak wryci. Tysiąc miejsc wdzięcznie schodziło kaskadą w stronę ogromnej sceny, którą dopełniało oświetlenie, jakie tylko można sobie wyobrazić, kurtyna i możliwości, konieczne dla profesjonalnego show. - Ta sala przyćmiewa audytorium miejskie w Melbourne, w którym występowaliśmy – powiedział jeden bhakta. Nie mogłem przestać wpatrywać się w imponującą scenę.- Nasz show zasługuje na taką oprawę – powiedziałem. – Prezentujemy najwyższą kulturę. W takim obiekcie ludzie będą mogli docenić naszą prezentację o wiele bardziej. Oby tylko przyszło wystarczająco dużo ludzi. To miejsce będzie wyglądało pusto - nawet jeśli pokaże się 500 osób. - Maharaja – powiedział któryś bhakta – Chandrasekhar powiedział, że w rezultacie harinamów sprzedaż biletów szła dobrze w ostatnich paru dniach. Wielbiciele byli ubrani i gotowi na dwie godziny przed programem. Wszyscy byli podekscytowani. To miało być odpowiednie zakończenie naszego dwumiesięcznego nauczania. 

Spontanicznie zwołałem spotkanie ze wszystkimi. - Wyjeżdżam rano po ostatnim programie – zacząłem. - Chciałem tylko podziękować wam wszystkim za tę wspaniałą służbę, jaką wykonywaliście w czasie dwóch ostatnich miesięcy. Jestem pewien, że wszyscy z was będą pielęgnować wspomnienia tego tournee do końca swego życia. Ciężko pracowaliśmy szerząc przekaz Pana Caitanyi. Czasami było to jak picie gorącego soku z trzciny cukrowej: jest tak gorący, że pali ci usta, ale tak słodki, że nie możesz przestać go pić. - I mieliśmy tak wiele fajnych programów porannych – powiedział jeden bhakta. – Naprawdę podobało nam się wspólne intonowanie naszych rund i dyskutowanie nad Śrimad Bhagavatam.- I prasadam było cudowne – dodał ktoś inny. Potem nastąpiła chwila ciszy, gdyż wszyscy zdali sobie sprawę, że tournee już prawie się skończyło. Wielbiciele nagle posmutnieli. - Jedynym pocieszeniem – powiedziałem – jest to, że niedługo wszyscy będziemy znowu razem na naszym letnim festiwalowym tournee w Polsce. Wszyscy wznieśli gromkie okrzyki. 

- Teraz przygotujcie się do wyjścia na scenę – powiedziałem entuzjastycznie. – Show zaczyna się za kilka minut. Chwila, na którą czekaliśmy cały tydzień, była teraz na wyciągnięcie ręki. Postanowiłem zajrzeć przez gigantyczną kurtynę na salę i zobaczyć ilu przyszło ludzi. Stanąłem przed kurtyną, zastygłem na chwilę, a potem odrobinę ją odchyliłem. Co za szok! Sala była prawie pełna. Rząd za rzędem, Chińczycy siedzieli, czekając cierpliwie na rozpoczęcie przedstawienia. W pierwszym rzędzie zobaczyłem wielu dygnitarzy, w tym Głównego Konsula Indii, rektora chińskiego uniwersytetu w Hong Kongu, wielu profesorów oraz kilku ważnych biznesmenów z Hong Kongu. Przez chwilę odczułem cień tremy. - Będziemy występowali przed wieloma dystyngowanymi gośćmi i widownią liczącą 900 osób – pomyślałem. Potem zaśmiałem się. – Występowaliśmy już przed setkami tysięcy ludzi na przestrzeni lat – pomyślałem. – I prawie zawsze doceniano nasz show. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Zresztą w takiej sali może być tylko lepiej. I było lepiej. Program tego wieczoru był bezbłędny, a publiczność była zachwycona każdą jego minutą. Zdawało się, że VIP-owie klaskali najgłośniej.


Następnego dnia sala była równie pełna i festiwal był jeszcze bardziej udany. Był to nasz ostatni pokaz na tym tournee i wielbiciele dali z siebie wszystko. Nazajutrz wczesnym rankiem Chandrasekhar odwiózł mnie na lotnisko. - No i jak podobały ci się te festiwale? – zapytał.- Doskonałe zakończenie wspaniałego tournee – odrzekłem.- Co dalej?- Lecę na Bali, w Indonezji. Tamtejsi wielbiciele zaprosili mnie, abym przyjechał i nauczał przez tydzień.- Och, to bardzo miło. To tropikalna wyspa. Planujesz również odpocząć?Zastanowiłem się przez chwilę.- W następnym życiu – powiedziałem, śmiejąc się. – Na razie jestem szczęśliwy nauczając w towarzystwie tak wielu kochających wielbicieli Pana.Gdy wsiadłem do samolotu, pomyślałem o czymś, co napisał Śrila Prabhupada:

„Staraj się zawsze pamiętać o Krysznie poprzez przestrzeganie zasad, które znasz; a mianowicie wczesne wstawanie, kąpiel, oczyszczanie się, udział w arati, czytanie pism co najmniej godzinę lub dwie dziennie, intonowanie szesnastu rund mantry Hare Kryszna na koralach, wychodzenie na ulicę na sankirtan, ofiarowywanie całego swego pożywienia Krysznie - właśnie tak. W ten sposób bardzo szybko zrobisz postęp w świadomości Kryszny i staniesz się bardzo, bardzo szczęśliwa w swym życiu.”
[List Śrila Prabhupady do Susan Beckam, 29 wrzesień, 1972 rok]


 
Powrót >>>     
Udostępnij:
   
 
  komentarzy: 0     0   0  
 
Aby dodawać komentarz do artykułu musisz być zalogowany.
zaloguj.
 
 
 
OSTATNIE NA FORUM
Bhaktivinoda Ṭhākura i jogin
(25-06-2026 16:24:19)
 
Re: KUPIĘ Śrimad Bhagavatam, Canta 01-07
(22-05-2026 12:32:32)
 
Biblioteki Kryszny
(07-03-2026 12:15:45)
 
Prawo państwowe a religijne
(18-09-2025 13:58:24)
 
Re: Wedyjski Adam, Ewa, Jezus oraz Potop
(26-05-2025 18:24:54)
 
Re: Weganizm - satanizm?
(19-05-2025 11:26:40)
 
Re: Mleko
(15-05-2025 10:27:33)
 
 
LINKI
 
 
 
 
 
 
 
TAGI
Święte Imię   Kryszna Katha   Varnaśrama   Filozofia   Kryszna   Mahatma das   Krishna Kshetra Swami   Prawo karmy   Polityka   Monarchia   Homoseksualizm   Kobiety   Astrologia   Chrześcijaństwo   Aborcja   Trivikrama Swami   Prabhupada  
 
Copyright © 2016. All Rights Reserved.  Created by Future Project