Parę tygodni temu niejaki Purnaprajna wykrakał kryzys gazowniczy i stało się, jest!Mówił co prawda o polskim gazownictwie ale już wielu proroków się myliło w różnych sprawach, więc nie bądźmy drobiazgowi jak chodzi o Europę, tak czy inaczej kryzys jest. Purnaprajna Prabhu ki? Jay! We wszechświecie, dzięki łasce Najwyższego Pana, wszystkiego jest w nadmiarze. Nikt nigdy nie wyczerpie żadnej energii ani nie zużyje jakiegokolwiek składnika. Owszem, niszczymy mnóstwo „ruchomości” na tej planecie, jak różne gatunki zwierząt i roślin, zanieczyszczamy grunty, wodę i powietrze ale za taką działalność albo już płacą spore części populacji, albo zapłacą potem, bo ten „dług” pozostawiamy potomkom.
W ostatnich czasach słyszy się nawoływania z różnych stron, począwszy od ekologówprzez media aż po organizacje wyznaniowe, do zmniejszenia zużycia energii, zwłaszcza elektrycznej. Powinniśmy więc wyłączać jakie się tylko da odbiorniki, bo one dodatkowo zwiększają globalne ocieplenie, a w związku z coraz szybszym rozwojem gospodarczym gigantów azjatyckich i nie tylko coraz bardziej kurczą się zdolności produkcyjne koncernów energetycznych. Już teraz w niektórych krajach, nawet europejskich, występują czasowe wyłączenia elektryczności, a w czasie ekstremalnych temperatur zewnętrznych, także w USA czy Kanadzie. Przygotowując się na „ciętą” odpowiedź zapowiedzi przestudiowałem Rocznik Statystyczny 2007 i zbadałem ile energii zużywają gospodarstwa domowe w Polsce. Przy czym ograniczyłem badania tylko do energii elektrycznej i gazu, bo te nośniki w naszym kraju mogą stanowić problem, a pominąłem węgiel i gaz w butlach. Polskie gospodarstwa domowe zużywają więc 26,55 % krajowego zużycia gazu (132622 TJ {teradżuli} w porównaniu do 499571 TJ, które zużywa przemysł) oraz 19,3 % energii elektrycznej (26369 GWh i 136261 GWh). Nadmienię jako ciekawostkę, że straty przesyłowe energii elektrycznej wynoszą ….. no, jak myślicie? … ok. 20 %! Wynika z tego w sposób dość oczywisty, że apele o oszczędność energii skierowanedo obywateli są sprytną sztuczką koncernów energetycznych, aby wywołać w całej populacji wrażenie, że:
1.To my, obywatele jesteśmy odpowiedzialni za marnotrawstwo i brak energii, a w tym twierdzeniu kapitalną robotę dla koncernów wykonują „zieloni”, bębniący o przecieplaniu planety i marnowaniu energii;
2.Koncerny energetyczne są najważniejszą częścią cywilizacji i wymagają pilnego ratunku, bo bez nich cały znany świat legnie w gruzach, a obecny kryzys gazowy jest dla nich kapitalnym potwierdzeniem, że praktycznie cały świat zależy od koncernów energetycznych;
3.Nie ma innego wyjścia jak tylko inwestowanie w koncerny i nowe elektrownie, wodne, atomowe i jakie tylko, bo inaczej za rok, dwa planeta pogrąży się w ciemności i zimnie.
Zwyczajny obywatel, z zaufaniem podchodzący do wiadomości, jakie słyszy i oglądaw TV nie zadaje sobie najmniejszego trudu, aby zweryfikować te informacje i najzwyczajniej zaczyna się bać, że nadchodzi Armagedon, nie w postaci ostatecznej bitwy Goga i Magoga, czy jak to tam, ale w postaci zgaśnięcia ulubionego telewizora i zabraknięcia „browara”, bo nie ma prądu, aby go uwarzyć. Zastanówmy się na wstępie (tak, tak, to dopiero wstęp! Boicie się, co?) co to jest koncern energetyczny. Jest to więc określona grupa ludzi, która czerpie zyski (pomińmy w tej chwili jakie, bo ten artykulik musiałby się rozrosnąć chyba dwukrotnie) z produkcji i sprzedawania energii. Budują więc elektrownie i linie przesyłowe (skupmy się na razie na energii elektrycznej), zakładają liczniki zużycia i pilnują czy nikt nie podłącza się ukradkiem do sieci, a wtedy dają mu po łapach.Czy można sobie wyobrazić świat, w którym nie ma koncernów energetycznych? Trudno, prawda? To właśnie skutek wspaniałej mistyfikacji koncernów! A co by było, gdyby zamiast produkować energię i ją sprzedawać można ją było po prostu brać i używać, ale nie z żadnych koncernów energetycznych tylko prosto od Kryszny, czy jak kto chce z kosmosu? Czy myślicie, że koncerny byłyby tym zachwycone? Pewnie musiałyby zniknąć i rozmontować swoje instalacje.
Tak naprawdę koncerny wcale nie produkują energii, tylko poprzez instalowanie określonych urządzeń sprawiają, że powszechna w kosmosie energia elektryczna zaczyna płynąć w ich przewodach i mogą kontrolować jej zużycie i czerpać z tego zyski. Zaczęło się to od T.A. Edisona, który pokonał sposobami prawnymi i bezprawnymi Nikola Teslę, który chciał ZA DARMO czerpać energię z kosmosu przesyłać ją w taki sposób, aby każdy, kto chce mógł ją czerpać do woli i za darmo, ale przecież nie dałoby się skontrolować, kto z niej korzysta, jako że miała być przesyłana bezprzewodowo. Zresztą opatentował wiele wynalazków (m. in. silników i pomp) korzystających z energii elektrycznej czerpanej prosto z kosmosu, bez przewodów, baterii czy akumulatorów. Patenty są dostępne w Urzędzie Patentowym USA ale nikt (poza grupką nieuleczalnych fantastów, wierzących w pokonanie koncernów) nie uważa za rozsądne skorzystanie z nich, bo kto miałby to zrobić? Niejaki George Trinkaus opublikował książeczkę (Tesla: The Lost Inventions, polski przekład M. Trojanowski, dostępna tylko w Internecie) zawierającą opisy kilku interesujących patentów Tesli, a w tym sposób darmowego czerpania energii elektrycznej z kosmosu. Z opisu wynika, że jest to całkiem proste, więc jak będę miał dom na wsi, gdzie woda czysta i trawa zielona, to sobie coś takiego zbuduję, czego i Wam życzę.
Jana-Priya das
|