Któregoś dnia Gadadhar Pandit das i ja, korzystając z okazji pobytu w Nowym Jorku, udaliśmy się zakupić nagłośnienie na moje festiwalowe tournee w Polsce. Po kilku godzinach zorientowałem się, że zrobiło się późno.- Jest już prawie 17.00 – powiedziałem. – Jeśli mamy zdążyć do świątyni na wieczorny program, musimy się pospieszyć. Weźmy taksówkę. Gdy staliśmy na rogu ulicy próbując zatrzymać jakąś taksówkę, zwróciłem się do Gadadhara. - Mam kilka pytań odnośnie Nowego Jorku do mego kolejnego rozdziału pamiętnika. Kierowca taksówki może być odpowiednią osobą, której mógłbym je zadać.- Pomysł brzmi świetnie – powiedział – ale nie spodziewałbym się niczego ponad opis jakichś turystycznych miejsc.
Po dwudziestu minutach stania byliśmy gotowi sobie odpuścić, kiedy nagle żółta taksówka gwałtownie wychyliła się z szeregu jadących pojazdów i z piskiem opon zatrzymała dokładnie przed nami.Kierowca wyjrzał przez okno.- Dokąd chcecie jechać? – zapytał z mocnym nowojorskim akcentem.- 26 Second Avenue – Gadadhar przekrzyczał hałas ruchu ulicznego. Ledwo znaleźliśmy się w środku, gdy samochód szybko odjechał z krawężnika i wtopił się w ruch. Kierowca spojrzał na nas we wstecznym lusterku. - Nikt nie chciał was zabrać, chłopaki – powiedział. Odwrócił głowę, aby bezpośrednio na nas spojrzeć.- Ludzie zbyt łatwo osądzają – kontynuował. – Musimy szanować innych. Oto co myślę. To znaczy, wy chłopaki jesteście ubrani inaczej, ale to nie znaczy, że nie jesteście dobrymi ludźmi. Wiecie o co mi chodzi? - Tak, proszę pana – powiedziałem nerwowo – ale nie sądzi pan, że powinien pan patrzeć na drogę?- Samochód sam się prowadzi – zaśmiał się. – Tylko prosisz go, by skręcił. Tak mówi jeden z moich kumpli. To znalazło się w tej książce. Jak jej tam było?Odwrócił wzrok na drogę.- O już wiem, „Mądrości taksówkarza”. Czytałeś ją kiedyś?- Nie – odrzekłem. – Nie czytałem. - Nie czytałeś tego? To moja ulubiona książka. Zamilkł. - Mieszkasz tu gdzieś? – zapytał.- Nie – odparłem. – Zawsze jestem w drodze. Lecę do Anglii za parę tygodni.- Anglia – powiedział. – Nazywano ją Brytania. Potem przyszły plemiona żydowskie, a oni mówili językiem jidysz i używali dużo ‘ysz’, tak więc nazwali ich ‘British’ [Brytyjczykami]. Spojrzeliśmy po sobie z Gadadharem. - To kolejna rzecz z tej książki – powiedział, śmiejąc się.
– Przyjechałem tu z Pakistanu 20 lat temu – jeżdżę taksówką od pierwszego dnia. Widziałem jak parę osób śmiało się z was – stojących na rogu ulicy. Pozwól, że wam powiem, jaki jest problem z tym miastem. Ludzie są zbyt materialistyczni, to wszystko.Postanowiłem spróbować zdobyć informacje, jakich potrzebowałem do pamiętnika. – Mogę zadać panu parę pytań?- Jasne, ale wpierw chciałem powiedzieć, że znam was ludzie. Widziałem jak śpiewacie na ulicach. Jesteście mili dla wszystkich. Nikogo się nie czepiacie. A ja każdego dnia widzę wiele złego. Wiesz, ostatnio ktoś zastrzelił jednego gościa tuż przed moją taksówką. Co się porobiło z tym światem?Na chwilę zamilkł. - Kiedy ludzie zaczną uczyć się tolerancji i miłości – powiedział z przejęciem.Zacząłem coś mówić, ale on kontynuował. – Ja wam powiem. Wtedy, gdy ludzie zaczną stawać się religijni. Jedyne co mamy wspólnego to religia. Znaczy się, wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Czyż nie tak?Zanim mogłem odpowiedzieć, on ciągnął dalej. – Ale muszę wam coś wyznać. Nie jestem bardzo dobrym Muzułmaninem. To znaczy - nie kłaniam się pięć razy dziennie i nie chodzę do meczetu regularnie. Naprawdę przykro mi z tego powodu.- Ale zdajesz się być bardzo pobożny… - powiedziałem.- I czasami przeklinam – przerwał. – Ale obiecuję, że nie będę przy was. Mój mułła powiedział mi raz, że Bóg daje i przebacza. A my co? Bierzemy i zapominamy. W tym momencie – na boczny pas obok nas - podjechał policyjny radiowóz.
Nasz kierowca zwolnił i zjechał, stając za nim.- Dlaczego pan to zrobił? – zapytałem.- Pozwól pan, że wyjaśnię – powiedział – zawsze lepiej jest stać za samochodem policyjnym. Omar - mój przyjaciel - tak powiedział. To taka przyziemna filozofia, co nie?- Doprawdy – odparłem. – A teraz chciałbym zadać…Znowu mi przerwał. – Pamiętasz jak kilka lat temu Talibowie zburzyli wielkie posągi Buddhy w Afganistanie?- Tak, oczywiście, pamiętam to. - No więc kiedy zobaczyłem zdjęcia, płakałem. Musisz mieć szacunek do wszystkich religii. Wszystkie one wielbią tego samego Boga. Zjedziesz jedną, to tak jakbyś zjechał swoją. Wiesz co mam na myśli? - Tak, wiem. Szkoda, że więcej ludzi…
- Moja filozofia mówi, że człowiek jest tu po to, aby czynić dobro innym – kontynuował. – A najlepiej możesz pomóc drugiemu człowiekowi zachęcając go do podążania za jego religią. Potępianie jego religii nie ma sensu. I pozwól, że ci powiem, jaka jest przyczyna wszystkich problemów na świecie. Chcesz wiedzieć? - Tak, chciałbym wiedzieć – odpowiedziałem, usiłując być cierpliwym. - Nauczyłem się tego jeżdżąc tą taksówką przez te wszystkie lata. Problem leży w tym, że ludzie są zbyt materialistyczni. A co gorsza, wnoszą materializm do religii. Idą do meczetu, kościoła, czy świątyni i proszą Boga o materialne rzeczy.
Słuchaj pan, jest tylko jedna rzecz o jaką powinno się prosić Boga. Wiesz pan co to takiego? Zaskoczony jego realizacjami, zaniemówiłem.- Służba – powiedział. – Powinniśmy prosić jedynie o służbę. Zostaliśmy stworzeni przez Boga, aby Mu służyć. Nie na odwrót. To naturalne. A jeśli robisz coś naturalnie - jesteś szczęśliwy. Dobrze to pojmuję?- Trafiłeś w samo sedno – powiedziałem, rozmyślając o tym, jak w jego słowach znajdowała swe odbicie definicja czystej służby oddania Rupy Goswamiego. - Nauczyłem się tego wszystkiego w taksówce – powtórzył z uśmiechem, gdy przez ramię znowu na nas spoglądał.- Uważaj na tę ciężarówkę! – wrzasnąłem. Szybko odwrócił się i zręcznie ominął pojazd.- Widzę więcej tego, co się dzieje wokół mnie, ponieważ nie zaprzątam sobie głowy szukaniem miejsca do parkowania – powiedział, śmiejąc się. – To również jest w tej książce. Przez jakiś czas lawirował wśród samochodów, a potem znowu zagadał. – Obecnie religia jest spaprana.
Ludzie wielbią Boga ze złych pobudek. Dlatego tak wielu ludzi porzuca religię. Jeden z moich najlepszych przyjaciół – Hafiz - stał się w zeszłym roku ateistą. No to co my mamy teraz ze sobą wspólnego? Któregoś dnia powiedział: Udowodnij mi, że Bóg istnieje. Posadziłem go na tyle mojej taksówki i usiadłem obok. Powiedziałem mu: To kwestia wiary, Hafiz. Odrzekł: Nie wierzę w wiarę. Powiedziałem mu: Wierzysz, że Ocean Atlantycki nie wypłynie ze swych brzegów, prawda? Wierzysz, że gwiazdy na niebie nie spadną i nie przywalą Nowego Jorku, prawda? Tak, wierzysz. I wiesz co. Ktoś to wszystko kontroluje. I tym kimś jest Bóg. Absolutnie nie dzieje się to przez przypadek.- Po tym Hafiz został agnostykiem. Zaczął wierzyć, że ‘coś tam jest’.Ale wy cały czas pomagacie ludziom stać się religijnymi. Dlatego was lubię. Żyjecie dla innych. Ja - tylko jeżdżąc tą taksówką - żyję dla siebie. Wiem, że Allah jest bardziej zadowolony z was niż ze mnie. Wy śpiewacie na ulicy dla Niego kiedy pada deszcz i śnieg. Widziałem was. I dlatego was zabrałem.- Proszę pana – powiedział Gadadhara – tam jest już nasza świątynia.- Och, jest piękna, po prostu piękna. Kiedy zatrzymaliśmy się przy krawężniku, kierowca odwrócił się do nas. – Hej goście – powiedział – tym razem ja płacę. Naprawdę podobała mi się nasza rozmowa.- Ogromnie dziękujemy – powiedziałem. – To bardzo miło z pańskiej strony. - Rozmowa? – szepnął Gadadhar, gdy zabierał swe rzeczy. – Prawie nie można było wtrącić słowa.
Kierowca szybko wyskoczył z taksówki, pognał dokoła niej i stanął po stronie gdzie siedziałem. Gdy otworzył drzwi, lekko się ukłonił.- Opłata wynosi 16 dolców – powiedział. – Ale nie przejmujcie się tym. Nowy Jork potrzebuje więcej ludzi takich jak wy. Gdy wysiadłem z taksówki, dał krok w przód i nagle objął mnie. Potem dał krok w tył. - Mam tylko jedną prośbę do was – powiedział. – Proszę pomódlcie się za mnie. Ok? I zdobądźcie książkę, o której wam mówiłem.- Zdobędziemy – powiedziałem, gdy wsiadał z powrotem do taksówki. – Hej, i ty też pomódl się za nas.- To jest właśnie to, co ludzie powinni robić – powiedział, jego głos zanikał, gdy odjeżdżał. – Religia ma zbliżać ludzi, nie dzielić. Mój przyjaciel Omar powiedział kiedyś…Po kilku sekundach jego taksówka dołączyła do pasa szybkiego ruchu. Kiedy szliśmy do świątyni, Gadadhar śmiał się. – Ani razu nie udało ci się zadać twych pytań, co nie? Uśmiechnąłem się. – Nieważne – powiedziałem. Nawet bez pytań, dowiedziałem się więcej o Nowym Jorku, niż mogłem przypuszczać. Naprawdę znaleźliśmy w nim bratnią duszę. Jest wspaniałym facetem.Następnego dnia poszedłem kupić tę książkę.
Znalazłem w niej następujący fragment: „Jeśli jest zrozumienie, jest miłość. Jeśli nie ma zrozumienia, jest tylko niekończący się potok pytań.” [„Mądrości taksówkarza”, Risa Mickenburg, Chronical Books, 1996]
|