|

Zważywszy na siły kierowane przez Najwyższego Pana, wszyscy
jesteśmy małymi ludźmi. (W tym artykule powstrzymuję się od dodawania w
odniesieniu do feministek słowa „i kobiet”, ponieważ Śrila Prabhupada używał
słowa „mężczyźni” w odniesieniu do „istot ludzkich”).
Jako mężczyźni,
jesteśmy zawstydzeni i upokorzeni przez energię materialną, przez jej surowe
prawa narzucające nam narodziny, starość, choroby i śmierć. Patrząc wstecz na
samą historię ISKCON-u, widzimy, że wielu „wielkich przywódców” przyszło i albo
umarło, albo zostało zredukowanych do cienistych form samych siebie przez siłę
czasu. Pozostają jedynie WIECZNE instrukcje Pana. Ktokolwiek okazuje wobec nich
czystość, zajmuje wieczną pozycję, w przeciwieństwie do przychodzenia i
odchodzenia aktorów na scenie teatru Mayi. Ci czyści wyznawcy to „Wielcy
Ludzie”, a ci, których przezwyciężyło ich fałszywe ego, ich umysł i ich „płodne
mózgi”, to mali ludzie.
Są tacy, którzy
potrzebują pozycji instytucjonalnej, pieniędzy i wszelkiego rodzaju
zwolenników, aby udowodnić sobie i innym, że są wielkimi ludźmi. Jak uczy nas
historia, wszyscy oni znikają w mgnieniu oka wraz ze swoimi zwolennikami, ledwo
pamiętani przez nową bandę „wielkich ludzi” i ich nędznych zwolenników. Żyjąc w
tym ciele przez 72 lata, patrząc wstecz – ilu widziałem, jak przychodzili i
odchodzili? Całkiem sporo.
Jak Kryszna
stwierdza w Bhagawadgicie,
prawdziwy wielbiciel nie przejmuje się doczesnością; koncentruje się na
wiecznych, trwałych kwestiach i faktach, na które czas nie ma wpływu. Nawet
zdumieni powtarzającymi się twierdzeniami „nosicieli tytułu” i
instytucjonalnych poszukiwaczy tożsamości, prawdziwi poszukiwacze Ostatecznej
Prawdy nie zrażają się arogancją takich osób, lecz kontynuują codzienne
oczyszczanie się dzięki jñānie – studiowaniu
instrukcji teoretycznych – stosując je jednocześnie dzięki vijñānie, zrealizowanej
wiedzy. Tacy uczciwi, introspekcyjni i czyści zwolennicy Założyciela-Ācāryi, AC
Bhaktivedanty Swamiego, są prawdziwymi filarami jego ruchu i strażnikami jego
spuścizny. To właśnie z takich oddanych mężczyzn i kobiet Śrila Prabhupada zrodził
swój ruch i rozprzestrzenił go na cały świat.
Choć byli
niedoskonali w sensie materialnym, ich doskonałość polegała na bezwarunkowym
podążaniu za swoim mistrzem duchowym, dążeniu do doskonałości w jego naukach.
Niezależnie od ich intelektualnych zasług, wiedzieli, że bez błogosławieństwa
guru nie mają one żadnej wartości i byli gotowi zrobić wszystko, by spełnić
jego pragnienie. W zamian za to zaznali ekstazy i satysfakcji, jakich próżno
szukać w sercach dzisiejszych pustych nosicieli tytułu. Nie przyłączyli się do
Śrila Prabhupady dla nagrody pieniężnej, sławy i chwały. Służyli Jego Boskiej
Miłości dla samej służby. Niektórzy z nich później stali się poszukiwaczami
sławy i chwały, często lekceważąc swoje rozpadające się poczucie
rzeczywistości. Inni pozostali z głowami na ziemi, zbierając kurz z lotosowych
stóp Śrila Prabhupady. Oni – i wszyscy ci, którzy podążali za Nim w tym samym
duchu – są prawdziwymi klejnotami w skarbnicy, którą pozostawił po sobie Śrila
Prabhupada. Klejnoty są zawsze rzadkie i cenne, i trzeba ich szukać. Nie
spadają z drzew i nie potykamy się o nie tak łatwo.
Często
lekceważeni i deptani przez nosicieli tytułu, tacy dostojni wielbiciele są
prawdziwymi filarami ruchu Śrila Prabhupady, podczas gdy inni zamieniają się po
prostu w dekoracje na wielkiej scenie teatralnego przedstawienia Mayi.
Zafascynowani aplauzem publiczności, tacy tymczasowi aktorzy znikają, gdy opada
kurtyna i gasną światła w salach teatralnych. Tymczasem „mali wielbiciele”
kontynuują swoją wytrwałą ścieżkę, oczyszczając siebie i innych poprzez
instrukcje Założyciela-Ācāryi, wykorzystując każdą okazję, aby rozpowszechniać
to, co zostało im dane. Widząc siebie po prostu jako listonoszy, nie roszczą
sobie prawa własności do poczty, ale codziennie roznoszą pocztę daną im w
formie harinama, dystrybucji książek Śrila Prabhupady i osobistego podejścia do
tych, którzy chcą słuchać. Ich nauczanie jest w trybie dzielenia się, a nie w
trybie instalowania się jako „wielkich ludzi”. Reprezentują guru, nie siebie;
Służą guru, nie wiedząc nic więcej i nie głosząc nic ponad to, co on im dał.
Świat ISKCON-u w
rękach „właścicieli” to bardzo osobliwy świat, w którym nawet najbardziej
niekompetentna osoba może niemal natychmiast stać się „wielkim człowiekiem”
dzięki samej lojalności wobec „właściciela”. W obecności Śrila Prabhupady takie
próby były przez niego natychmiast korygowane, przypominając nam, jak mali
jesteśmy. Nawet gdy nazywał swoich „wielkich ludzi” „wielkimi działami”,
wszyscy wiedzieli, że w rzeczywistości byli jedynie narzędziami w jego rękach.
Nawet w
społeczeństwie materialnym, zajęcie pozycji lidera wiąże się z ogromną ascezą.
Trzeba oszukiwać, kłamać, wypełniać niezliczone papiery i uczyć się wielu
rzeczy, których się nie potrzebuje, byle tylko zostać uznanym za „wielkiego
człowieka”. W osobliwym świecie ISKCON-u wystarczy po prostu wyrzec się tego,
czego nigdy się nie potrzebowało, nauczyć się kilku ślok i wyglądać jak
„wielbiciel”, a natychmiast zyskuje się uznanie. Wystarczy intonować Święte
Imię w jakikolwiek obraźliwy sposób; wystarczy usiąść przed kamerą i „dobrze
wyglądać”. Z pewnością znajdzie się głupców, którzy łatwo akceptują takie
przejawy pseudoboskości.
Zanim zasiądzie
się za biurkiem szefa dużej firmy, trzeba wyeliminować wielu oponentów i rok po
roku znosić upokarzający proces wspinania się po szczeblach kariery. Wstępując
do ISKCON-u, od razu zostaje się uznanym za oddanego, nawet jeśli w głębi duszy
nim nie jest. Jak wykrzyknął ze zdumieniem jeden z moich prawdziwie szczerych
braci duchowych: „Ten ISKCON jest naprawdę jak drzewo pragnień!”. Postrzegając
Mahā-mantrę jako rodzaj magii, tacy domowej roboty aczarjowie natychmiast
rzucają się w najintymniejsze zabawy Pana, wmawiając publiczności, że są już
tam, gdzie inni nie odważą się wejść.
Tymczasem „mali
ludzie” robią jeden krok po drugim, biorąc pod uwagę swój poziom uwarunkowania,
postępując zgodnie z procesem „najpierw reguluj, potem oczyszczaj”. Upewniają
się, że są dobrze usytuowani i wyposażeni do walki ze złudną energią Pana
zgodnie ze swoją varṇą i
odpowiadającym jej aśramem. Ignorują głupców, którzy rzucają się tam, gdzie aniołowie nie
odważą się wejść i codziennie zbierają swoje błogosławieństwa, chodząc
ostrożnie i stopniowo, wiedząc, że „woda zawsze znajdzie swój poziom”.
Zaniepokojeni przykładem jogina, do którego podeszła mysz, która pragnęła stać
się „czymś dużym” — kotem, psem lub tygrysem — tylko po to, by z powodu
arogancji znów zostać zredukowanym do myszy, tacy cnotliwi naśladowcy Jego
Boskiej Łaski nie mają nic przeciwko wykluczeniu przez nosicieli tytułu. Na swój
sposób ci nosiciele tytułu również służą Panu, przyciągając głupców i
hipokrytów, oddzielając ich od prawdziwych oddanych Pana. Jak zauważył jeden z
moich braci duchowych, gdy zdenerwowały mnie zuchwałe próby niektórych
„wielkich ludzi”, by przypisać sobie zasługi, które im się nie należą:
„Powinniśmy być wdzięczni za obecność hipokrytów, bo zbierają wszystko, co nie
jest uporządkowane, niczym odkurzacz, który sprząta miejsce”.
To, że na tym
świecie zawsze jest więcej kurzu niż czystych powierzchni, jest naturalne –
żyjemy w świecie materialnym. Że głupcy stanowią większość? Śrila Prabhupada
powiedział, że nawet materialnie rzecz biorąc, społeczeństwem zawsze rządziła
mniejszość, a nie większość – zupełnie odwrotnie, niż chcą nam wmówić dzisiejsi
„demonkratyczni” przywódcy. To nie liczba wyznawców zapewni przyszłość, ale ich
jakość, zgodnie z definicją Założyciela-Ācāryi. Jak powiedział jeden mędrzec:
„Wszystkie ruchy religijne, które zaspokajają obecne potrzeby społeczeństwa,
zginą”. I tak się dzieje, wraz z „wielkimi ludźmi”, którzy je reprezentują.
Niedawno, po
przeczytaniu 53. ofiarowania dla Śrila Prabhupady w dniu jego Vyāsa-pūdży,
jeden niewinny wielbiciel zapytał mnie, jak to możliwe, że utrzymuje się tak
intensywną pamięć i więź ze Śrila Prabhupadą „przez tyle lat”. Zastanowiło mnie
to pytanie, ponieważ czuję się, jakbym dołączył do ruchu Śrila Prabhupady
dopiero wczoraj. W porównaniu z milionami żyć, które spędziłem w różnych
ciałach w tym materialnym świecie, 53 lata to nic. Widząc Jego Boską Łaskę,
nietrudno uświadomić sobie, że moja relacja z nim jest wieczna, tak jak wieczne
są jego słowa i instrukcje – nieskażone czasem, miejscem ani okolicznościami,
jak twierdzą niektórzy łobuzy. Z pewnością, jeśli chodzi o zarządzanie, Śrila
Prabhupada był pragmatyczny, ale istotą jego nauk jest to, by nigdy nie
zmieniać ani nie modyfikować ich, by sprostać potrzebom jakichś „wielkich
ludzi”. Widząc takie próby nawet w swojej obecności, Śrila Prabhupada
żartobliwie nazwał takich nadinteligentnych ludzi „ludźmi o płodnym umyśle”,
mając na myśli tych, którzy zawsze dążą do poznania tego, co nieznane. Tacy narcystyczni
ludzie z rozkoszą imponują ignorantom „czymś wyjątkowym”.
W dzisiejszym
osobliwym świecie ISKCON-u, seminaria poświęcone są „wyższym poziomom wiedzy
wedyjskiej”, podczas gdy uczestnicy wciąż zmagają się z podstawowymi
biologicznymi popędami – zakochaniem, utratą kontroli nad zmysłami, a przede
wszystkim podążaniem za dziwacznymi ideami umysłu. Zasada „najpierw służ, potem
zasługuj”, ustanowiona przez Śrila Prabhupadę, jest często ignorowana, czego
przykładem są pobożni hindusi, którzy wierzą, że urodzenie się w Indiach
automatycznie nadaje status bramina.
Tymczasem
poważni wielbiciele dbają o swoją pozycję i wytrwale oraz uczciwie podążają za
procesem oczyszczenia danym przez guru-paramparā.
Z powodu utraty guru-paramparā nawet
wielkie, ugruntowane religie stały się jedynie materialnymi instytucjami,
działającymi daleko od swojego pierwotnego celu. To tutaj instrukcja Kryszny —
aby porzucić wszelkie religie i bezwarunkowo poddać się Jemu — staje się
istotna, ponieważ instytucje religijne bez guru-paramparā stają
się po prostu „rajem głupców”, z ich „wielkimi ludźmi” działającymi jako główni
klauni w wielkim cyrku Mayi. Kiedy cyrk opuszcza miasto, cały kurz opada, a
pozostają lokalni, naziemni opiekunowie misji Śrila Prabhupady. Importowani
kaznodzieje mogą dostarczać inspiracji, jeśli są bona fide, ale gdy już ruszą
dalej, to lokalni wielbiciele utrzymują to, co zostało dane.
Taki jest
długoterminowy scenariusz spuścizny Śrila Prabhupady. Wyobrażał sobie
społeczeństwo, a społeczeństwo opiera się na małych, rodzinnych jednostkach,
które idealnie potrafią utrzymywać osobiste relacje, jednocześnie służąc
globalnej potrzebie szerzenia świadomości Kryszny w dzisiejszym, autodestrukcyjnym
społeczeństwie. „Bóg tkwi w szczegółach” – mówią pobożni ludzie. Służenie
całości, nie zapominając o elementach, z których się składa, było dewizą Śrila
Prabhupady.
Iluż przyjaciół
wśród moich braci duchowych straciłem, bo stali się „wielkimi ludźmi”? Będąc
postrzeganym jako ktoś, kto nie odgrywa roli w ich „wielkich planach”, zostałem
usunięty ze skarbca ich majątku, czasami nazywany „niepokojącym” z powodu mojej
uporczywości w powoływaniu się na słowa Śrila Prabhupady. Nie jestem sam.
Jesteśmy całą grupą „imigrantów z ISKCON-u”, szukających schronienia na
wyspach, które wciąż istnieją, gdzie słowa Śrila Prabhupady są cenione –
wyspach pośród oceanu iluzji, rojących się od niebezpiecznych rekinów, gotowych
pożreć wszystko, co stanie im na drodze.
Na tych wyspach
„mali wyznawcy” toczą swoje boje ze złudną energią Pana, tolerując uparte żony,
mężów macho, nieustanne żądania dzieci, które wkrótce opuszczą dom, a przede
wszystkim swoje obecne dzień i noc materialne ciało wypełnione śluzem i kałem.
Wykorzystać jak najlepiej złą umowę to polityka tych dzielnych wojowników,
którzy modlą się o łaskę Założyciela-Acaryi, aby zbliżył ich do Najwyższego
Pana, by w końcu urzeczywistnili Jego piękno i Jego obecność we wszystkim, co
widzimy i czujemy.
To właśnie tacy
odważni „zwykli ludzie” zyskali wieczne uznanie za bycie częścią misji Śrila
Prabhupady, przyjmując jej wieczną jakość życie po życiu.
Gdy każdego dnia
wschodzi słońce, skracając życie posiadaczom tytułów i oszustom, zwolennicy
wieczności ignorują jego ścieżkę i oświetlają swoje życie światłem
zrealizowanej wiedzy przekazanej przez Śrila Prabhupadę, umożliwiając im
przejście przez ciemność iluzji.
Cała chwała tak dostojnym „małym
wyznawcom”!
Przypis od admina:
Adam
Mickiewicz
[GĘBY ZA LUD KRZYCZĄCE...]
Gęby za lud krzyczące sam lud w
końcu znudzą,
I twarze lud bawiące na końcu lud
znudzą.
Ręce za lud walczące sam lud
poobcina.
Imion miłych ludowi lud pozapomina.
Wszystko przejdzie. Po huku, po
szumie, po trudzie
Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni,
mali ludzie.
https://www.manidharadas.com/articles/miscellaneous/the-big-man-and-the-small-man?
|